II. Od literaturoznawstwa do kulturoznawstwa
Polonistyka
powstała w Japonii w r. 1991.(3) Studenci studiujący ten
kierunek nauki siłą rzeczy należą prawie wszyscy do pokolenia nieliterackiego,
a zarazem odpolitycznionego, z którego to faktu – teraz to jasno widzę – nie
zdawałem sobie sprawy dostatecznie, gdy rozpocząłem pracę na tym nowym wydziale
polonistyki w r. 1992, jako wykładowca jeszcze wtedy „literatury polskiej”.
Utrzymywano nadal tradycyjny podział seminariów w obrębie wydziału na 3
dziedziny, mianowicie: językoznawstwo, literaturoznawstwo i nauki społeczne (w
tym ostatnim także historia), podobnie zresztą jak w Polsce. Wykłady historii
literatury polskiej prowadziłem z trudem przede wszystkim z powodu niewielkiego
zainteresowania studentów przedmiotem, a ponieważ nie był to przedmiot
obowiązkowy, słuchaczy miałem niewielu. Moje zmagania z nową rolą pedagogiczną
musiały potrwać jakiś czas (przedtem cały czas pracowałem jako wykładowca
„literatury porównawczej ogólnej”).
Żaden student z
pierwszego rocznika polonistyki nie myślał o pisaniu pracy dyplomowej z zakresu
literatury. Z drugiego rocznika tylko jedna osoba wybrała temat literacki (zob.
Aneks: poz. 9), ale nie pod moim kierunkiem. Student o prawdziwym
zainteresowaniu literackim pojawił się dopiero w trzecim roku istnienia
polonistyki i omówił w swojej pracy Lalkę
Prusa. Choć mu brakowało wiedzy literaturoznawczej, by móc naprawdę naukowo
zająć się tym zagadnieniem, zgodziłem się na to, albowiem po prostu ogromnie
polubił tę powieść, do tego stopnia, że przeczytał ją w oryginale trzy razy i
to z prawdziwą przyjemnością –takie zaangażowanie trzeba cenić. Właśnie na
moich ćwiczeniach zatytułowanych „Tłumaczyć Lalkę Prusa” poznał to
szczytowe osiągnięcie polskiego powieściopisarstwa dziewiętnastowiecznego,
odkrywając zarazem rozkosz lektury.(4)
W
r. 1995 w następstwie reformy przeprowadzonej w naszym uniwersytecie
wprowadzono trzy dyscyplinarne kursy, z których student, będąc na drugim roku
studiów, wybiera jeden, jako swój kierunek niezależnie od specjalizacji
językowo-regionalnej, a więc anglistyki, koreanistyki, polonistyki, itp. Są to
kursy: 1) studia językoznawcze i informatyczne, 2) studia kulturoznawcze, 3)
studia międzynarodowe i regionalne (international and area studies).
Przydzielony do pionu kulturoznawstwa, przeorganizowałem swoje zajęcia
dydaktyczne. Usiłowałem dotrzeć do prawdziwych motywacji i kompetencji
studentów, aby na nich oprzeć swój nowy program. Z dwu konkretnych w ten sposób
powstałych programów dla studentów początkujących i średnio-zaawansowanych
zdałem relacje na konferencjach Stowarzyszenia „Bristol” Polskich i
Zagranicznych Nauczycieli Kultury Polskiej i Języka polskiego jako Obcego.(5) Do tej
pory 18 osób napisało prace dyplomowe pod moim kierunkiem. Ich liczba nie jest
mała w stosunku do ogólnej liczby 44 prac złożonych na polonistyce; to także
wskaźnik wyższy od średniego odsetka studentów kulturoznawstwa w skali całej
uczelni.
Wśród
tych 44 prac dyplomowych (zob. Aneks) jedynie dla nikłego procentu
beletrystyka stanowi główny przedmiot. W zeszłym roku wreszcie jedna osoba
napisała o Brunonie Schulzu (poz. 36), a drugi student napisał komparatystyczną
pracę o wpływie Gombrowicza na współczesnego pisarza japońskiego: Masahiko
Shimada (poz. 34). Prędzej już literatura dziecięca interesuje naszych
studentów – np. poezja w polskich podręcznikach szkolnych (poz. 22), Jan
Brzechwa (poz. 24), próba tłumaczenia Kajtkowych
przygód Marii Kownackiej (poz. 33). To, że stosunkowo dużą grupę stanowią
tematy związane z kulturą żydowską, z problematyką Holocaustu lub stosunków
polsko-żydowskich (poz. 1, 3, 20, 26), wynika z jednej strony z rzeczywistego
nasilenia zainteresowań, z drugiej ze względu na specjalizację
kolegi-polonisty, prof. M. Kohary.
Chciałbym natomiast
zwrócić uwagę na nie bardzo widoczny, a bardzo ważny wątek nurtujący wiele prac
dyplomowych polonistów tokijskich. Jest nim chęć dociekania światopoglądu
Polaków, ich wyobrażeń o sobie i innych. Taka niby oczywista ciekawość nie
rodzi się jednak u studenta na wcześniejszym etapie studiów, mimo informacji
uzyskanych poprzez wykłady i książki. To dopiero po kontaktach z Polakami, po
pobycie w Polsce, po doświadczeniu
rzeczywistości polskiej, wyłania się ona jako motyw przewodni, jako siła
napędowa do dalszego studiowania. Otóż japońscy studenci – mam na myśli
zaawansowanych – przebywając w Polsce miesiąc, parę miesięcy, czasem rok,
doświadczają oczywiście różnych rzeczy, nie tylko przyjemnych, zachwycających,
ale i przykrych, zagadkowych. Widzą nieznane im znaki, zwłaszcza w stosunkach
międzyludzkich, w sposobie zachowania wobec nich. Wielu studentów np.
zastanawia się: „Skąd taka ich wyniosłość [tj. poczucie wyższości] wobec nas?”
Uświadamianie
sobie dużego kontrastu pomiędzy kulturą polską a japońską jest procesem
zupełnie naturalnym, ale nawet porównując polskie doświadczenia ze swoimi doświadczeniami
w innych krajach europejskich i amerykańskich nasi studenci wyczuwają tutaj coś
jeszcze bardziej specyficznego. Nie chodzi im o zewnętrzne przejawy następstw
socjalizmu, bo to sprawa oczywista i tymczasowa, ale o rzeczy tkwiące głębiej w
psychice. Sytuację jeszcze komplikuje to, że wiedza Polaków o Japonii jest
niewielka i często błędna. Niezrozumienie prowadzące do konfliktów, pytania
stawiane przez Polaków wywołują z kolei uczucie niepewności u japońskich
polonistów, gdyż demaskują one, jak mało oni sami wiedzą o własnej kulturze;
jak są sami bezradni w poszukiwaniu właściwych
odpowiedzi czy wyjaśnień, pomijając sprawę trudności wysłowienia się w obcym
języku. (Powyższe relacje brzmią jednak bardziej jak opis zjawiska
powszechnego, zawsze towarzyszącego zderzeniu dwóch cywilizacji. Podobnymi
słowami mógłby określić swoje problemy Polak w kontakcie z Japończykami. Ale
mniejsza o to.)
Teraz więc po powrocie do kraju
nasi młodzi poloniści powracają do nauki, do książek, chcąc zrozumieć lepiej to,
co ich spotkało, dowiedzieć się i przekonać, co to jest ta słynna „polskość”,
co znaczy etos rycerski, ideologia szlachecka, jak się ukształtował polski
feminizm, skąd się bierze specyficzny stosunek do haseł: Europa, Azja, dlaczego
tak różne są percepcje tu i tam tak pospolitego słowa „naród”?, itd. itd.... Taki motyw, bardziej już antropologiczny,
epistemologiczny i często także komparatystyczny, przenika, choć często
zatajony, większość najlepszych prac dyplomowych polonistów tokijskich.
Motywacja podszyta własnymi przeżyciami jest trwała i solidna. Można z nią
daleko zajść. Przykładowo przytoczę parę refleksji i „zwierzeń” studentów na
ten temat. Są to cytaty wzięte albo z przedmowy albo posłowia ich prac:
1) „Byłem w Polsce tylko raz, i to bardzo krótko, bo przez dwa tygodnie. Z
tego krótkiego pobytu wyniosłem jedno wrażenie, że Polacy są skrępowani jakimś
wielkim mniemaniem o sobie. Pewnego dnia jechałem z taksówkarzem, który mnie za
wszelką cenę chciał przekonać o tym, że Polska, niegdyś kraj wielki ‘od morza
do morza’, nie mogła się modernizować po swojemu z powodu głupich Niemców i
Rosjan. Innego dnia, gdy w bibliotece poszukiwałem literatury na temat kultury
szlacheckiej, musiałem słuchać ponad godzinę snobistycznych opowiadań pewnej
pani rzekomo szlacheckiego pochodzenia. Te i inne doświadczenia skierowały
mnie, dotychczas raczej polonofila, do myśli, iż może trzeba na Polskę spojrzeć
na nowo pod innym kątem” (poz. 18).
2)
„W czasie studiów byłam w Polsce dwa razy – razem zaledwie trzy miesiące. U
każdego Polaka, z którym miałam kontakt, silnie wyczuwałam świadomość narodową
i dumę z tego, że jest Polakiem. Z początku sądziłam, że to może moja obecność
tak na niego wpływa, ale z czasem przekonałam się, że Polacy chętnie dyskutują
o tym, czym jest polskość, jacy powinni być, nawet kiedy
są wśród swoich. Ta duma [narodowa] wyczuwana u Polaków szczególnie mnie
zainteresowała chyba dlatego, że była inna zarówno od
amerykańskiego jak i od japońskiego poczucia tożsamości narodowej [autorka
mieszkała przez dłuższy czas w USA]” (poz. 12).
3)
„Roczny pobyt szkoleniowy w Polsce dał mi przede wszystkim czas na refleksję o
tym, kim jestem. Był to mój pierwszy pobyt wśród obcokrajowców [autorka, będąc
na IV roku polonistyki, przyjechała na roczny kurs w Instytucie Polonijnym UJ]
i często bardziej borykałam się z problemem istotnej inności, odrębności w
sposobach myślenia czy świadomości, niż z barierą językową. [...] W czasie tego
pobytu, zwłaszcza przez pierwszą jego połowę, chyba nie było dnia, w którym nie
męczyłaby mnie sprawa stosunków międzyludzkich. [...] Wtedy po raz pierwszy w
życiu poczułam się ‘Japonką’” (poz. 28).